zaręczyny

Nie noszę pierścionka codziennie. Boję się, że posieję. Że mi wpadnie do zlewu jak będę myć gary. Albo że zaczepię gdzieś kamykiem, kamyk poleci, a ja będę go, płacząc i wydzierając się, szukać w krzakach. Poza tym szafir do dresu średnio, choć w sumie dres mam niebieski. Jak już jednak ponoszę – co się głównie zdarza w okazjach typu restauracja, kawiarnia, Belfast – to też później nie zostawiam go byle gdzie, bo zaraz ten się drze, że pies zje i będzie. Idziemy gdzieś, ja z tym pierścionkiem, coś gadamy, oglądamy, ja się często zapatrzam na paluch, myśląc, uf. Zaręczyliśmy się w grudniu, we Włoszech, jak królowie. Pierwsze co to się na tych wakacjach rozchorowałam i już od drugiego dnia spałam w szaliku i z vikvapem oraz spałam snem utkanym w kaszel. Mimo mojego rzężenia i smarków lataliśmy po Viterbo od rana po noc, wracaliśmy na sjestę do pokoju, ja wtedy spałam w Tomka dresie, bo miękki i miły, on mnie budził, mówił, chodź na kolację i wino, chodź, będziesz żałować tego leżenia plackiem. Jednego dnia on pojechał z siostrą na termy, ja łaziłam po mieście, pijąc kawę w kawiarniach i pisząc koleżankom kartki z wakacji. Dzień wcześniej pokłóciliśmy się o to, że Tomek w ogóle mnie nie bierze na randki, w ogóle nie czuję się przy nim po królewsku, a wyszło od tego, że chciałam iść do restauracji z małym stołem, gdzie patrzymy się sobie w oczy i on mówi o miłości, a ja mam spuszczony wzrok i długie rzęsy. On chciał z kolei iść do jakiegoś głośnego miejsca z muzyką na żywo i winem w plastiku. Stanęło na moim, siedzieliśmy przy maciupkim stole, tylko nikt na nikogo nie patrzył, Tomek był na mnie zły, ja płakałam do pizzy. Następny dzień on z tą siostrą, ja sama, jak się spotkaliśmy po kilku godzinach to już była miłość na całego znowu, gadanie i jedzenie w takim miejscu na wynos, bo to tylko czynne było w czasie sjesty, a później grubi od jedzenia wróciliśmy do pokoju i ja znowu w ten jego dres, w wyro, w sen pełen chrapania przez zatkany nos. Tomek siedział koło mnie i patrzył przed siebie. Poważny i skoncentrowany. I nie spał nic. Tylko mnie obudził i powiedział, że idziemy na kieliszek wina gdzieś. Myślałam, boże, jak chcesz wino pić to wyskocz gdzieś po butelkę i wypij tu, błagam cię, ja się czuję źle. Na co on, to nasz ostatni dzień w Viterbo, chcesz go przespać? Chciałam, ale tego na głos nie powiedziałam. Powiedziałam, że dobra, ale idę w twoim dresie, bo mi jest zimno, a on nagrzany i wygodny. Dres miał wyciągnięte kolana, był mi za duży i czarny, a czarny dres do szafiru to nawet Tomek wie, że nie pasuje. Podał mi jakąś sukienkę z torby, mówiąc, to sobie załóż, kotek, w tym ładnie wyglądasz, ten sweter weź, szminkę tu masz i tusz, zobaczysz, jak sobie zrobisz makijaż to poczujesz się zdrowsza. Mądry chłopak. Poszliśmy. Do tego miejsca, gdzie on chciał dzień wcześniej. Piliśmy najlepsze wino wtedy na całym świecie. Lokalne, muskatowe cudo. Nie pamiętam o czym rozmawialiśmy, ale Tomek powiedział nagle, chcesz zobaczyć film z wakacji? Bo Tomek od naszego wyjazdu z Irlandii Północnej kręcił krótkie filmiki, co je zebrał w jeden dłuższy, na termach poskładał do kupy i ma, i mi teraz może pokazać. Ja, że pewnie, dawaj. I tam jest pierwszy kadr, że Tomek jakiś prezent pakuje w plecak, a plecak w auto i odjeżdża, ja się go pytam, co to, gdzie to, on mówi, patrz dalej. Dalej jestem ja, która robię kanapki na podróż, Bonus, co najsmutniejsze ma oczy, bo wyjeżdżamy, lotnisko w Dublinie, pociąg z Rzymu, różnego rodzaju włoskie chwile. I na koniec jest ten prezent znowu. On go wyciąga z plecaka, z torebeczki, to jest małe pudełko, mi bije serce. Patrzę w stół i pierwsze, co mi przychodzi do głowy, że to pudełko to może mamie coś kupił, jakiś brelok, zaraz przecież jedziemy na święta do domu. Nie mówię nic. Głównie temu, że już tyle razy myślałam, to dziś!, i tyle razy wychodziło, że nie. Poza tym to na bank, na bank dla mamy coś, dla babci. Tomek mówi, chcesz jeszcze raz zobaczyć. I leci film od nowa, mi się pocą ręce, myślę, on się oświadczy zaraz, a później myślę, ta jasne, znowu to pudełeczko jest na końcu filmu, Tomek wyciąga je z plecaka i kładzie przede mną, i mówi, wiesz co to za pudełko, ja mówię coś w stylu, Tomek, wychodzimy stąd, on się śmieje i je otwiera, tam siedzi pierścionek, ja się trzymam za buzię, jest mi bardzo gorąco i zaraz zemdleję, on zaczyna coś mówić, co oboje w tym zdenerwowaniu nie pamiętamy, co powiedział dokładnie, coś, że jestem bardzo fajna i zabawna, że kocha, lubi, szanuje, i w ogóle nie wie, jakby to dalej miało beze mnie hulać, nagle biegnie gdzieś, kwiaty przynosi, róże czerwone i duże – co je wcześniej siostra tu ukradkiem podłożyła, w ogóle wszystko to wespół z siostrą ukartował, a ja się wcześniej darłam po nim, dopieroście się widzieli, o czym tyle gadacie przez telefon – ma te kwiaty, daje mi i mówi, tak czy nie, Gośka, no mów, na co ja mówię ‘jasne’ i mam ten pierścionek na palcu, i całuję go jak durna, nagle zdrowieję, pijemy wino, chcę wypić wszystko, co mają, chcę krzyczeć z radości, dzwonić do mamy, jest przed północą, pierścionek mi się mieni jak szalony, ja czuję ulgę, myślę żeby już pisać koleżankom od razu, ale nie mam internetu w telefonie, idę do toalety, tam stoję do lustra i ze wzruszenia piszczę sobie w rękę, wracamy do domu, Tomek idzie dumny i poważny, ja roześmiana i pijana. Zaraz ślę zdjęcie siostrze, ona przeklina soczyście, Tomek chodzi po pokoju i pakuje nas na wyjazd do Rzymu, ja cały Rzym obchodzę w pierścionku, na każdym zdjęciu się mieni, po kilku dniach jedziemy do Polski, na święta do mojego domu, pierścionek zdjęłam, wchodzimy, witamy się, tulimy, mówię, Tomek będzie spał osobno, bo ja jestem bardzo chora, on się całe wakacje przeze mnie nie wyspał, mama ma łzy w oczach, wie, żeśmy na pewno zerwali, na pewno przeze mnie, pyta ukradkiem, Gosia, co się stało, łapie mnie za rękę, czy nie jestem zaręczona aby, widzi że nie jestem, węszy więc najgorsze, chcę wybuchnąć śmiechem, ale się powstrzymuję, Tomek przynosi jej kwiaty, ojcu wódkę, staropolską tradycją, prosi o rękę córki, matka ryczy, siostra ryczy, ojciec dumnie mą rękę oddaje, jemy furę polskiego jedzenia, popijając tą wódką zaręczynową, jestem królową.

ring_4

fot. Bartłomiej Tomaszewski 

4 thoughts on “zaręczyny

  1. i cry
    serce mi pękało, ale doczytałam.

    nie zatraćcie tej radości

    zaręczyłam się 2 lata temu, w Hiszpanii
    kilka miesięcy później K. zginął
    została nieznikająca gula w gardle

    pozdrawiam

    1. Szczerze to zupełnie nie wiem, co powiedzieć, bo to okropnie smutne, co napisałaś. Pękłoby mi serce najpewniej. Tobie najpewniej pękło. Bardzo współczuję.

  2. Jak się cudnie czyta,no i tak się wzruszam, bo jakbym o swoich odczuciach czytała. …Teraz nie wiem, czy wstawać i śniadanko dzieciom , i sprzątanie czeka, i jedzonko dla mojego Tomka,bo wraca nareszcie po pięciu tygodniach…Pracy dużo 😊
    Ale chce mi się przeczytać wszystko co napisałaś, od samego początku, bo to takie fajne,takie dla mnie nareszcie , w tej całej ogromnej i przytłaczającej ilości pisaniny innych. Jeszcze nie sprawdzałam, mam nadzieję, że mam dużo do nadrobienia, bo juź cię uwielbiam, a dopiero co tu trafiłam. ..
    No i przepraszam za tak długi komentarz, ale nigdy ich nie piszę, a teraz musiałam 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *