przygotowania do ślubu cz.5

Za trzy tygodnie rano najpewniej będę jechać na salę weselną, żeby wszystko pozbierać, butelki po wódce, słoiki po świeczkach, jakąś po kimś pierdę, co ktoś na pewno po pijaku porzuci, a później wyśle smsa, z tego wszystkiego zostawiłem buty. I na myśl o tym teraz, że po cudownej zabawie zostaną lekko wzdęte ciała balonów, imponująco wygięte sylwetki świec, na parkiecie górki konfetti z bryzgiem niesymetrycznych plam po majonezowej sałatce i czekoladowym cieście, a wszystko pod kruszonką z organicznego piasku i błota, smutno mi. Smutno mi na ten krajobraz po zabawie. I że wszyscy wyjadą z tego zakątka Polski w większe światy i znowu nie zobaczę ich pół roku czy rok, i taka będę nienasycona tym spotkaniem intensywnym a krótkim, pełnym pocałunków w policzki i komplementów, pełnym wykrzykników i zatykania sobie ręką buzi. Taka będę nienasycona, żeby siedzieć i gadać o tym co było, żeby mi moje wesele opowiedział ktoś, kto je widział z innej perspektywy, bo moja perspektywa będzie taka pewnie, że te policzki uszminkowane ustami cioć i udrapane brodami wujów, te komplementy jak konfetti sypnięte z góry do dołu, kolorowe i lekkie, zdjęcia, na których raz jeden w życiu wyglądam dobrze, gratulacje i dotykanie uchem ramion w geście, no po prostu nie mam słów. Za trzy tygodnie pani od sali zapyta, no i jak się młodzi bawili, a ja w jednej pomyślę chwili – krótko! – rachu ciachu to strzeliło, cały rok był gadania, jaki wiodący kolor, jakie dodatki, czy jakieś upominki dla gości, ile w ogóle gości, ile będzie dzieci, gdzie posadzić dzieci, czy dodatkowe noclegi trzeba, kto gdzie usiądzie, ci nie mogą usiąść razem, bo się pozabijają, ten jak będzie siedział naprzeciwko to tamtemu będzie niezręcznie pić, jakie picia, cola, soki, ile wódki, wódki, żeby nie zabrakło, że zostanie to się nie martw, hehe, jak zostanie to się wypije, to jest najmniejszy problem, byle nie zabrakło, na weselu ludzie lubią wypić, jakie jedzenie, tu kucharki dobrze gotują, krokiety, galarety, wszystko będzie, tylko teraz nie wiem, czy bigos dawać, co panie myślą, to będzie czerwiec, gorąco, bigos ciężki, kapusta, kiełbasa, z drugiej strony jak by nie dać to będą gadali, z ciast to najlepiej sernik idzie, fajny, lekki, jakieś można jeszcze ciasto z galaretką dać, ludzie słodkiego nie jedzą dużo w gorącu, bardziej dzieci, dzieci na słodkie to zawsze, i na colę, bardziej bym postawiła na wiejski stół, tu w Kłodzku dobre wędliny ma facet, można zapytać, chleba skroić, ogórków kwaszonych dać, smalcu, i zagrycha jak znalazł, jaka sukienka, na pierwszy dzień, na drugi, jakie buty, pierwsze, drugie, jakie włosy, co z włosami, z paznokciami co, z biżuterią, dodatkami, co z kwiatami, ile kwiatów, jakie kwiaty, co na sali, co przed salą, jakim autem, ile aut(…). Cały rok tak. Pełen zwariowanych snów. O tym, że nie dopina mi się sukienka na plecach, o tym, że nikt nie mówi mi, że ładnie wyglądam, o tym, że nie ma jedzenia i wszyscy są bardzo źli i nikt nie chce nawet spojrzeć w stronę pary młodej. Albo że wywala się tort. Taki sen. Nie przy wszystkich gościach nawet, tylko się wywala jak go koleś stawia na stelażu. Stawia go, stawia, tort się wywala, koleś nie robi nic, żeby go ratować, bo taki jest zdziwiony tym, że tort może się wywalić, ja się łapię za buzię i się budzę. Albo rozmowy dziewczynom nagrywane na whatsapie, w których staram się zdusić pisk radości, a na które one mi odpowiadają – wariatki – za bardzo się tym przejmujesz, nie przejmuj się tak, myląc moją ekscytację ze zwariowaniem. A ja się cieszę tylko. Na ten cały ślub. Że będę przysięgać na całego, na życie całe, że Tomek tak samo, że będę siedzieć przy stole i patrzeć na wszystkich jak pochyleni w klipsach i koralach, z różem na policzkach, jedzą sobie rosół z makaronem, a makaron im opryskuje eleganckie stroje, a później tańczą do muzyki, do której normalnie nie tańczą, i na chwilę wracają do stołów, na kolejny toast, zanim na ten parkiet śliski, a z parkietu zaraz znowu do miski. Cieszę się. Cały czas się cieszyłam. Choć i trochę pod nosem kurwiłam, jak mi facet powiedział na przykład, taki tort, że biszkopt i bita śmietana, no, proszę panią to będzie 960 złoty. No, proszę pana, to mi się przyda do anegdoty. Cieszę się, bo zawsze szłam na wesele do kogoś, a tym razem wesele będzie moje, z mojej będzie okazji, na pewno moje ciotki mówią do telefonu komuś, do Gosi na wesele idziemy wtedy, a moje koleżanki innym koleżankom piszą, no Gośka się hajta, masakra jak ten czas leci. Cieszę się, bo po ślubie są zwykle dzieci.

985f42161d19404e88e27809a33136df_830x830

 

4 thoughts on “przygotowania do ślubu cz.5

  1. Jakbyś napisała książkę, to nie wiedziałabym, czy przeczytać ją jednym tchem, czy dawkować sobie taką przyjemność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *