czy wszystko jest do bani?

Uwielbiam takie poranki, że w ogrodzie świeci słońce, pręży się czerwony w zieleniach kwiat, czarny pies leży, ja w trzynastu różnych kolorach siedzę, lubię taki czas, choć taki czas marnuję, a wcześniej sobie obiecuję, że nie tym razem. Zatrzymałam się na tym etapie, w którym wychodzi się na ogród z kubkiem napoju i książką, by odpoczywać przy napoju i książce, zatrzymałam się w tym miejscu. W tym miejscu, gdzie stoję w progu domu, z kubka paruje gorąc, a książka pod pachą, ja stoję i ani kroku dalej, zatrzymałam się w tym miejscu lata temu, stoję, patrząc w ogród i marząc, jak byłoby świetnie odpocząć z książką i gorącym piciem, byłoby świetnie zrobić dziś coś innego niż wczoraj, ale nie będzie świetnie, bo zawsze robię to samo, co wczoraj, bo mam kilka scenariuszy na dzień i zero skoków w bok, słońce świeci, lecz nie dla mnie, morze możliwości, które może kiedyś, choć słowa kiedyś, może i morze to są słowa ratunkowe, słowa pontony, których się chwytam, by nie utonąć w powracających falach tego samego. Zatrzymałam się w tym miejscu, w którym słońce świeci dla innych, dla mnie gaśnie, w którym ja na słońce nie zasługuję, wszyscy inni tak, wszystkie moje koleżanki z fejsbuka zasłużyły na słoneczko, na fotografowanie swoich zgrabnych ud z psychologicznym poradnikiem między nimi, podziwiam moje koleżanki z fejsbuka, że mają czas pstrykać sobie jeszcze do tego fotę, podczas gdy ja nie mam czasu wyjść nawet na ogród, bo cały czas kopię siebie po dupie, że źle, za mało, za dużo, nie tak, cały czas siebie samą ganię i sobie robię krzywdę, bo wychodzi, że jestem swoim największym wrogiem, choć powinnam być bogiem, moje koleżanki z fejsbuka relaksują się i relaksem dzielą na fejsbuku, ja nie wiem, jak się relaksować nawet, jak tylko siadam na moment, na tym ogrodzie dajmy, z książką i napojem, jak tylko siadam myśli lecą do mnie jak pszczoły do miodu, natarczywe myśli, od których trzeba wstać i najlepiej biec przed siebie, godzinami, uciekać od tych myśli, że tu ci brakuje, tego nie masz, to źle, to najgorzej, nie wiem, od kiedy to mam, że sobie nie odpuszczam, że jak zjem chleb to mam wyrzuty sumienia, mam 33 lata i wyrzuty sumienia po zjedzeniu kromki chleba, mam 33 lata i zaburzoną relację z jedzeniem, zaburzoną relację z lustrem, brzuchem i biustem, wszyscy moi znajomi obiecują sobie, że od dzisiaj pięć słówek z niemieckiego, za miesiąc będę umiał 150, obiecują sobie od dzisiaj co wieczór sto brzuszków, robią te brzuszki tydzień czy dwa, później przestają, później mija czas i oni mówią, ale bym teraz miał, gdybym te brzuszki robił, ale bym mówić umiał, gdybym słów nałapał, i wszyscy mają doła, wszyscy moi znajomi mają doła z powodu obietnic złożonych sobie i niedotrzymanych, czy tak było zawsze?, czy zawsze sami dla siebie byliśmy największym zawodem?, czy czuły to nasze matki, ojcowie i babki? Ja sobie obiecuję sto rzeczy dziennie, a wieczorem jak gasimy światło mi serce wali, że ładnie dzisiaj, Gosia, odjebałaś, chleba pojadłaś, chociaż przecież chleba się już w tych czasach nie je, nic nie rozwinęłaś skrzydeł do tego, a koleżanki i koledzy na pewno zaszli dziś ho ho, naoglądałaś się serialu i chuj, i po balu, i zasypiam zawiedziona sobą i na siebie zła, a pierwsza myśl rano, to że wczoraj nic mi się nie udało i jestem w plecy, dzisiaj muszę więc nadrobić, pierwsza myśl rano to presja i pośpiech, to stres i ścisk we wzdętym brzuchu, że trzeba, że muszę, że choćby nie wiem co, a już dawno nie pamiętam po co. A każdy poradnik mi mówi, cały internet mi mówi, nie patrz w tył, nie porównuj się, każdy jest inny, ty jesteś super, jesteś ładna i fajna, każdy jest ładny i fajny na swój sposób, musi to tylko znaleźć, znajdź dla siebie czas, bądź dla siebie dobra, cały internet, gdzie nie spojrzysz, uczy cię oddychać, uczy cię relaksować, kąpać się w bąblach, uspokajać i cieszyć. Nie umiemy się cieszyć, wychodzi, musimy się z internetu nauczyć. Mamy męża i psa, dom, rodzinę, ogród i słońce, mamy zaplanowane i fajne wakacje,  możliwości, talent, przestrzeń, przyjaciół, dostęp i postęp, i ni chuja nie umiemy się cieszyć. Bo ktoś inny ma do tego płaski brzuch. Ktoś inny był w Australii, a my tylko w Hiszpanii. I wszystko jest przez to do bani.

wp_20161113_002

Małgorzata Halber „Kołonotatnik z bohaterem”