Ho la land

Gdyby rozdać Polakom rowery, pobudować im rowerowych ścieżek i kazać im poruszać się tak na co dzień to myślę, że hop hop wiele zmieniłoby się na lepsze. Pochudliby kapkę, pooddychali świeższym i pogimnastykowali się dla zdrowia. Ale w Polsce rower to się kojarzy raczej źle. Szczególnie jeśli ma się kojarzyć z osobą w wieku 50+. To to się od razu nasuwa starszy pan z siatkami na składaku. Bieda i niepowodzenie. Powodzenie i status to jak się ma samochód. Bieda i niepowodzenie to też autobus czy tramwaj. Auto to znak, że się jakoś wiedzie. Jak mieszkaliśmy w  Bydgoszczy to Tomek dzień w dzień wracał do domu wkurwiony i zły, bo korki. Jak jechałam z nim i mu opowiadałam jakieś śmieszne rzeczy z mojego wewnętrznego życia to on ich wcale nie słuchał tylko się darł, sfrustrowany, patrz jak jedzie, idiota, patrz, co zrobił, widziałaś, co zrobił, ja niewiele widziałam, bo mnie to szalenie nudziło oraz bo nie rozumiem do końca przepisów drogowych zwłaszcza, że w Polsce jest znak przy znaku i trudno się na nich koncentrować, kiedy wokół szaleńcy, kiedy policja wokół, co musi nawlepiać mandatów przestępcom przechodzącym na czerwonym, wokół chmury z wydechowych rur, na ulicach pełno dziur, samochodów stojących ciur. Tomek był wiecznie w tym autku zły. Buzię miał wiecznie napiętą, jak z Bydgoszczy do Wrocławia żeśmy to on bite cztery godziny z buzią napiętą, nieuśmiechniętą, raz po raz krzyczącą, no debil, idiota. A jak wracał z pracy do domu to w progu od razu, 40 minut jechałem, 12 kilometrów. Tak było dzień w dzień przez okrągły rok, parę razy rowerem pojechał właśnie, ale też wracał zły, że krawężniki, że auta chuje, ludzie chuje, smog i że tej Polski nic nie uratuje. A ja sobie myślę, że taki rower mógłby. Taki rower, takich ścieżek całe wstęgi. Pan tęgi byłby mniej tęgi, mniej też byłby może sfrustrowany, a bardziej skoncentrowany. Że przejechał koło lasu, że troszkę parkiem, troszkę przy jeziorze. Polska całkiem ładna, to być nie może! A właśnie byłoby, gdyby te rowery. W Holandii każdy ma rowerów ze cztery. Pan jedzie rowerem, dziecko ma z przodu, dziecko ma z tyłu, rozmawiają na całe gardła. Pani jedzie rowerem, w jednej ręce torebka, w drugiej telefoniczna rozmowa, zajęte ręce, zajęta głowa. Jeżdżą tu wszyscy automatycznie, bo od maleńkości, rower we krwi, rower w kości. Pan jedzie całkowicie siwy i w płaszczu do ziemi, dziecko maleńkie i baba z psami. Ktoś rozwozi rowerem paczki, rowerem kto inny wiezie jedzonko, zupełnie nieważne deszcz, wiatr czy słonko. A tak serio, serio to to jest póki co najfajniejsze miejsce na ziemi dla nas. Jesteśmy tu dwa tygodnie, a Tomek ani razu nie marudził. Zupełnie nie wiem, jak z nim teraz gadać. Chodzimy więc dużo w milczeniu, dużo się rozglądamy i naprawdę bardzo dużo uśmiechamy. Bonu lata po parku z innymi psami, wszystkie psy brudne są od błota, którego jest w parku bardzo wiele. Ludzie sobie stoją i rozmawiają, i nie straszne im, jak się jeden pies podgryzie z drugim, gdyż jest to zachowanie typowo psie, pies psu się, widać, nie spodobał, po psiemu się pokłóciły, coś sobie, widać, wyjaśniły, nie ma powodu ich w krzykach rozdzielać. I jest to dla mnie rzecz niewiarygodna, bo mi się te polskie psy od razu, ci polscy psów właściciele, te ich ‘pies na smycz!’ rozkazy krzyczane z balkonów, z okien samochodów, ci wiecznie sfrustrowani ludzie, którzy jak im zamajaczy na horyzoncie cień psa obcego od razu w ramiona biorą swojego, jakby im ktoś miał zabrać czy zabić. Albo w krzakach stoją po pas i czekają, aż przejdziesz ze swoim zabijaką. I faktycznie polskie psy to zabijaki rozszczekane, tak chowane, w durnym zachowaniu utwierdzane, głaskane, cacane. Tutaj nawet psy są wyluzowane. Tarzają się w błocie, pluskają się w wodzie, nikt ich nie ciągnie na smyczy przy nodze. Latają te psy za rowerami, za swoimi panami i paniami. Wszyscy uśmiechnięci, każdy ci cześć, jak leci, w Polsce to od razu, że idiota się jakiś po osiedlu kręci. Osiedle, dzięki bogu, zamknięte, chronione, przed obcym, nieznanym, na kod, kłódkę, dzwonek. Tysiąc kilometrów różnicy i różnic tysiąc. Taki rower dystans zmniejszy.  Mogę przysiąc.

IMG_0013

6 thoughts on “Ho la land

  1. Fajnie, że jesteś znowu, piszesz. Ale komentarz nasuwa mi się tylko jeden- przesadzasz. Polska wcale nie taka gówniana.
    Ale i tak pozdrawiam i czekam na kolejne teksty 🙂

    1. Oczywiście, że Polska nie jest zła. A nawet więcej, nie wolno wyolbrzymiać tego co złe w naszym kraju. A Islandia, Irlandia też była zła? Poczekamy chwilę gdzie się przeniesiecie, a Holandia też będzie taka. To nie miejsce zdaje się złe, tylko to co siedzi w nas, wspomnienia, przeżycia, zbuntowanie wobec zła całego świata na ten przykład. Chyba lepiej zmienić nastawienie do tego świata niż ciągle, a przede wszystkim go krytykować 🙂 Lepiej pisać o dobru.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *