Co w drugiej ciąży ciąży

Trafiłam niedawno na historię jakiejś dziewczyny, która pisała o tym, że bycie w ciąży to dla niej koszmar. To mało popularna opinia, pod którą muszę się niestety podpisać. I z miejsca już czuję się źle, że to mówię na głos, zamiast cykać foty jak stoję na plaży w długiej sukni i z wiankiem na głowie, obejmując mój okrągły i błogosławiony brzuch, spokojnie wypatrując przyszłości. Moja druga ciąża to od samego początku po dziś dzień szereg tortur i góry smutku. Przez pierwsze tygodnie byłam po prostu zmęczona, ale mało leżałam, bo pracowałam. Miałam też zgagę tak palącą, że leżeć nie mogłam nawet jak już mogłam. I mdłości od rana do nocy, wiadomo. Bardzo szybko urósł mi brzuch i czułam się z tego powodu bardzo niepewnie, bo inne dziewczyny w trzecim czy czwartym miesiącu to jakby się najadły fasoli na wieczór, ja – oczywiście – jakbym zaraz na porodówkę miała. Ale najgorsze i najtrudniejsze było to, co działo mi się w głowie. Zaczęło się od tego, że miałam katastroficzne myśli i sny, które wywoływały u mnie niekończące się lęki i paranoje, bałam się nieustająco o życie wszystkich mi bliskich i o losy świata, przed oczami stawały mi obrazy tak okrutne i wyraźne, że nie umiałam normalnie funkcjonować. Płakałam po kilka razy dziennie. Parę razy zdarzyło mi się obudzić w nocy i wpaść w histerię. Nie umiem podać przyczyny żadnej z tej płaczu lawiny. Po kilku tygodniach łez i smutku nastąpiły tygodnie wściekłości i agresji, której nie umiałam tłumić i którą raz po raz wybuchałam jak furiatka. Najbardziej irytował mnie pies i dźwięki jakie z siebie wydaje. Od początku ciąży może ze dwa razy przytuliłam swojego psa, a i to temu tylko, że Tomek mnie poprosił. Denerwowało mnie wszystko i wszyscy. A później miałam wyrzuty sumienia, że się tak na wszystkich złoszczę i chciałam to jakoś ratować, ale w międzyczasie coś wyprowadzało mnie z równowagi i od nowa krzyczałam, płakałam i obrażałam się na resztę życia. Po kilku tygodniach tego szalonego etapu przestałam czuć cokolwiek. Na niczym mi nie zależało, nic mnie nie cieszyło, nic mi się nie chciało. Może poza byciem samą, leżeniem w łóżku i czytaniem kryminałów. W drugim trymestrze zaczęłam mieć problemy z oddychaniem. Do tego stopnia, że na myśl o kilometrowym spacerze zastanawiałam się, czy faktycznie dam radę i bałam się, że nie. Do teraz tak mam, że po dziesięciu minutach marszu żałuję, że w ogóle wyszłam z domu i chce mi się płakać, że taki mam kawał z powrotem. Wejście na czwarte piętro to dla mnie wyprawa w strome góry, których szczyty zdobyło niewielu. Raz wylądowałam nawet na SORze, bo oddech miałam krótki, serce bolało mnie jak szalone, a ciśnienie skakało tak wysoko i w takim tempie, że byłam wręcz przekonana, że Władek zostanie bez mamy i bardzo przez to płakałam na tym SORze, bałam się potwornie i nie mogłam uspokoić, a że to był SOR w bezdusznej Polsce to nikt jakoś się tym nie przejął. W ogóle mało kto odbiera poważnie to, co mówię i czuję w ciąży, kwitując wszystko, że przecież jesteś w ciąży, hormony, huśtawki nastrojów, to minie, a będziesz miała z tego piękne dziecko, więc się ciesz. Ciesz się mimo wszystkich nieszczęść, których doświadczasz, bo tak naprawdę ich nie doświadczasz, one tak naprawdę nie są na serio, to tylko ciąża. To tylko dziewięć miesięcy wyjęte z życia, to tylko dziewięć miesięcy niewyspania, ciągłego płakania, ledwo z łóżka wstawania, niewygodnego spania, o wszystkim zapominania, rwy kulszowej, skurczów, paranoi, histerii, depresji, na to, żeby odpoczywać i zadbać o siebie presji, bo oczywiście dostaję rady, by jak najwięcej teraz odpoczywać, bo jak już urodzę to nie będzie kiedy, hehe, a ja nie umiem odpoczywać nawet podczas snu, bo muszę z sześć razy obudzić się do toalety i ze dwa razy, żeby uspokoić się po makabrycznym śnie. A o świcie wstaje Władek i już chce gadać i grać w jakąś grę. Jest mi bardzo przykro, że w mojej ciąży tak niewiele jest spokoju i piękna, tak niewiele jest mnie w tym wszystkim, bo od miesięcy się nie poznaję, nie kontroluję, nie wiem jak za chwilę i na co zareaguję. Nie mogę się doczekać, żeby znów być sobą, bardzo więc czekam, aż minie tych kilka ostatnich tygodni i moje hormony wrócą do domu. A piszę o tym tylko dlatego, że chyba ciągle jeszcze za mało się mówi, że nie każda ciąża to leżenie w kwiatach na łące i układanie sobie na brzuchu serca z dłoni. Bardzo mi pomogła historia tej obcej dziewczyny. To ok, kiedy ciąża nadmiernie obciąża. I mózg, i ciało. Mówmy o tym więcej, nie mówmy, że tego nie ma, że nic się nie stało.

IMG_20210903_193217